czwartek, 29 marca 2012

Mieć czy nie mieć?




Piątek z felietonem Karoliny Bednarek.

Dzieci bardzo lubię. Cudze. Nie dopada mnie wzruszenie na widok malucha, nie ściska mnie w dołku, łza się w oku nie kręci. Denerwuje mnie płacz w sklepie i gaworzenie na ulicy. Czy to znaczy, że coś ze mną nie tak?
Ostatnimi czasy znana publicystka Maria Czubaszek znów potwierdziła, że za dziećmi nie przepada. Wyznała nawet – czym wzbudziła ogólne zgorszenie – że dwa razy usunęła ciążę. Kiedy dziennikarz zaprosił ją na kinderbal, skrzywiła się z niesmakiem i zapytała, czy może wyjść na papierosa. Do takich aż sytuacji w moim przypadku nie dochodzi, ale po trosze panią Marię rozumiem.
Słodki hedonizm. Wzajemne rozpieszczanie się we dwójkę. Salwy śmiechu, obiady na mieście, chadzanie do kina pięć razy w tygodniu. Drobne i gargantuiczne przyjemności. Pusty portfel na koniec miesiąca. Życie. Normalka. Tak sobie trwamy z chłopakiem. Bywa lepiej, bywa gorzej. Dziecko by to wszystko zepsuło.
Nie wyobrażam sobie bytowania, i to pod kreską, byle tylko przetrwać. Nie wyobrażam sobie nieprzespanych nocy, ciągłego wstawania, deformacji ciała i zapachu wymiocin. Czy mnie nie trafił się instynkt macierzyński? Czy każda kobieta go ma? Czy on kiełkuje ni z tego, ni z owego? Czy nieposiadanie go jest normalne? Czy skażą mnie na lincz?
Z przykrością stwierdzam, że obserwuję nowe zjawisko – dyskryminację ciążową. Moi znajomi z pracy w większości mają dzieci. Zdjęcia słodkich buziaków widnieją w ramkach, na pulpitach, kubkach. Na moim kadr z Allena… Każdy dzień zaczyna się serią opowieści. Maluchy są kochane, ale ja nie podejmuję tematu. Robię buzię w ciup i czekam na jakąś topikę o wiele bliższą moim zainteresowaniom.
Najbardziej na świecie nie cierpię, kiedy dzieci zajmują miejsce w autobusie czy tramwaju. Nie chodzi o kwestię ustępowania. Tylko o sytuację, kiedy cały pojazd jest zapchany, a taka mała albo mały siedzi z dumną miną i dynda nogami. Matka tłumaczy, że tak łatwiej brzdąca upilnować, a tobie ramię odpada, bo masz ciężką torbę. Ale to taki drobiazg...

Ciąg dalszy w marcowym wydaniu MUSLI MAGAZINE - www.muslimagazine.pl.

2 komentarze:

  1. Okropny, tendencyjny, zdecydowanie nieodkrywczy artykuł. Psychologia kuchenna dla ubogich.

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S aż się prosi o szerszy komentarz psychologiczny czy socjologiczny nie tak wcale nowego zjawiska, aczkolwiek wymagałoby to pewnego wysiłku intelektualnego. Przeczytania kilku artykułów, może nawet książek próbujących zdiagnozować współczesne społeczeństwo. Artykuł, który streszcza słaby program z TVNu, plus jest osobistym wyznaniem autorki, która z pobudek być może narcystycznych porównuje siebie z Marią Czubaszek uważam za straszny gniot, niewarty publikacji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń