piątek, 7 września 2012

Mam potrzebę śpiewania i grania po swojemu


fot. grajper


Piątek zWYWIADowcy! Z Justyną Chowaniak – autorką projektu Domowe Melodie – o muzykowaniu bez blasku fleszy rozmawia Magda Wichrowska!

>> Jesteś domatorką?

Zdarzają mi się dni, że zamykam się w domu, wyłączam telefon, skrobię teksty, chodzę na golasa, tańczę, czytam, oglądam filmy, śpiewam albo po prostu gapię się w sufit. Taki mały domowy reset.

>> A jak zrodził się pomysł projektu Domowe Melodie?

Powolutku i cichutku, ale konsekwentnie sobie dreptał, aż w końcu szuflada z bazgrołami pękła, wszystko się wylało, kupiłam pianino i nie było już odwrotu.

>> Na Facebooku Domowe Melodie pojawiły się 1 kwietnia. To miał być żart?

Nie. Lubię kwiecień.

>> Czy chcesz, czy nie – jesteś rewolucjonistką. Idziesz pod prąd fali celebryckiej, zostając w skarpetach i z kubkiem kawy w domu. Jest taki projekt Zwykłe Życie – realizowany przez moje koleżanki – który zamiast „znanych i lubianych” pokazuje zwykłego, a właściwie niezwykłego człowieka. Twoje zwykłe niezwykłe muzykowanie bardzo przypomina mi ich ideę. Sądzisz, że ruszyła machina ludzi znudzonych życiem „gwiazd”?

Na pewno coraz więcej osób nie daje sobie wcisnąć kitu wlepianego nam przez media. Na własną rękę chcą odkrywać i smakować to, co im się podoba. Ja też mam potrzebę śpiewania i grania po swojemu.

>> Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że złamałaś intymność, pokazując swój azyl wszystkim. To zaproszenie jest jednak czymś bardzo odmiennym niż wizyty telewizji śniadaniowych w domach gwiazd. Siedzę po drugiej stronie monitora, mam podobny bałagan i czuję, że wpadłam z wizytą do przyjaciela. Bez telefonu, umawiania się, przypadkiem… To też wartość dzisiaj zapomniana.

Mam raczej skłonności introwertyczne, ale w muzyce przekornie wystawiam się do świata. Czuję głęboko pod skórą, że to, co robię, może ma jakiś sens i że warto, przede wszystkim żeby lepiej poznać samą siebie. Azyl to moje uczucia, wyobraźnia i trochę powietrza w płucach. Więcej do szczęścia mi nie trzeba.

>> Scena jest Ci doskonale znana, choćby z występów w Buffo. Da się jakoś porównać te dwa doświadczenia muzyczne?

Nie da się. Kurtyna, tapeta, kostium kontra włosy w kitkę, dres i sąsiadka. W Buffo wiele się nauczyłam, ale przede wszystkim tego, jak bardzo brakuje mi swobody w muzyce. Kocham teatr, lubię śpiewać ciężkie dramatyczne piosenki, ale dopiero komponowanie swoich rzeczy dało mi solidny wentyl do ujścia emocji...

Ciąg dalszy wywiadu w nowym numerze MUSLI MAGAZINE - http://issuu.com/muslimagazine/docs/musli_wrzesien_2012_issuu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz