czwartek, 29 listopada 2012

Komu w drogę, temu Noctourniquet




Na muzyczny czwartek zaprasza Szymon Gumienik!

Noctourniquet
The Mars Volta
Warner Music Poland
2012

Pierwsze skojarzenie po szybkim zapoznaniu się z Noctourniquet to niebywały rozmach – połamany i miejscami karkołomny, ale jednak rozmach. Nic w tym jednak dziwnego, wydawnictwo firmuje bowiem zespół The Mars Volta, który już od dawna w swoich utworach eksploruje różnorodne obszary muzycznej aktywności, bez wahania zdobywając te tereny, które są bardziej nierówne i trudne do przebycia dla innych. O płaskich krajobrazach na planecie Mars Volty nie może być zatem mowy. Chyba że mamy tu na myśli rozległą i nieobiecującą niczego przestrzeń – nieograniczone pola interpretacji i muzycznej percepcji. Idźmy jednak dalej, bo we wspólną wędrówkę z Mars Voltą na pewno warto się wybrać.
Grupa pod wodzą Omara Rodrigueza-Lopeza i Cedrica Bixlera-Zavali może być dla nas bardzo inspirującym towarzyszem podróży, o ile będziemy gotowi przyjąć ich ogólne podejście do materii dźwięku czy szalonych korelacji stylistycznych oraz gatunkowych, realizowanych nieustannie na nowo już od ponad 10 lat. W zasadzie każda płyta muzyków z El Paso niosła ze sobą inny ciężar gatunkowy, zmierzając bardziej do antytezy niż syntezy tzw. własnego stylu i charakterystycznego dźwięku. Coś jednak w dokonaniach zespołu jest takiego, że mimo stylistycznego bałaganu zawsze odnajdujemy w Mars Volcie stałe stężenie marsvoltowości. A składników tego nieładu było i jest zawsze wiele – zaczynając od punkowej mentalności, idąc przez jazzowe i psychodeliczne improwizacje, elektroniczną regularność i ambientowe klimaty, a na typowo hardrockowej spuściźnie i progrockowej wyobraźni kończąc. Mając na uwadze powyższe, trzeba jednak przyznać, że najnowsze wydawnictwo Teksańczyków odbiega trochę od ich osobliwych i dzikich początków, na których to zbudowali swój autorytet na muzycznej scenie alternatywnej. Noctourniquet jest bardziej melodyjne, ułożone i przystępniejsze dla nienawykłego do „kontrolowanej kakofonii” słuchacza, do tego jeszcze kompozycyjnie i instrumentalnie trochę okrojone i uproszczone (mam tu m.in. na myśli zmiany i pomniejszenie składu zespołu czy budowanie utworów na standardowym schemacie zwrotka–refren), jednak to cały czas Mars Volta, co więcej – Mars Volta w bardzo dobrej kondycji. Dokładając do tego „sukces” poprzedniego krążka, mogę z czystym sumieniem zaprosić wszystkich chętnych w epicką podróż po nieregularno-synchronicznych (sic!) dźwiękach spod znaku gitary, bębnów, klawiszy, syntetyzatorów i wysokiego wokalu sir Cedrica Bixlera-Zavali. Zatem w drogę!

Ciąg dalszy recenzji w listopadowym numerze MUSLI MAGAZINE - http://issuu.com/muslimagazine/docs/musli_listopad_2012_issuu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz