piątek, 30 września 2011

Niklaus Troxler. Plakaty




PERSONA 2011 / Plakaty / Niklaus Troxler
Obiekty / Marcin Berdyszak
30 września–30 października / Wozownia

W przyszłym roku minie dziesięć lat od kiedy toruńska Galeria Sztuki Wozownia we współpracy z Galerią Plakatu i Designu Muzeum Narodowego w Poznaniu organizuje wystawy pod wspólną nazwą „Persona”. Prezentują one wybitne osobowości światowej sztuki plakatu, których działalność wywarła duży wpływ na kształt dzisiejszego designu. Ostatniego dnia września Wozownia zaprasza na otwarcie wystawy Niklausa Troxlera – szwajcarskiego dizajnera i muzyka, twórcy o światowej renomie. Twórczość Troxlera wyrasta z nurtu plakatu bazującego na kompozycjach typograficznych. Styl takiego projektowania graficznego (oparty na doświadczeniach z lat 30. XX wieku) został wypracowany w latach 50. XX wieku w Szwajcarii i tam najbardziej dynamicznie się rozwijał. W latach 70. stał się dominującym na świecie stylem graficznym, a jego wpływ trwa do dzisiaj. Troxler w swoim Studiu Projektowania Graficznego w Willisau obok plakatów projektuje okładki płyt, książek i czasopism. Wykłada również w Państwowej Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Stuttgarcie. Przy tym od 45 lat organizuje także Jazz Festiwal w Willisau. Słowem – artysta wszechstronny. Warto poznać dzieła takiej PERSONY!
W tym samym terminie w Wozowni zobaczymy wystawę „Obiekty” Marcina Berdyszaka, profesora i rektora Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Ten ceniony artysta i animator życia artystycznego zajmuje się głównie sztuką instalacji i obiektu. „W swojej sztuce porusza kwestię sztucznie prowokowanych emocji. Zajmują go kulturowe stereotypy, problem unifikacji i konsumpcji właściwych kulturze globalizacji, mechaniczne wartościowanie rzeczywistości, które można by określić jako kulturową tresurę, a wreszcie standaryzacja nie tylko zachowań, ale nawet odczuć” – tak sztukę Berdyszaka ocenia Eulalia Domanowska, my kontemplować będziemy ją już dziś.
Arkadiusz Stern

czwartek, 29 września 2011

Polipy, małże i Marlon Brando





Magda Wichrowska poleca!

City Island
reż. Raymond De Felitta
Vision Film Distribution
2009

Historie i histerie rodzinne to wymarzony temat na film. Spokrewniony i spowinowacony bohater zbiorowy to często znakomita pożywka dla udanego komediodramatu. Tak stało się i tym razem. City Island w reżyserii Raymonda De Felitty to wyjątkowo udane perypetie pewnej zwykłej, choć niezwykłej amerykańskiej rodziny. Mamy Nowy Jork i dużo powodów do śmiechu. Wydawać by się mogło, że reżyser niczym nas nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. Nie zobaczymy bowiem ani Piątej Alei, ani zbioru niewyszukanych gagów i komizmu sytuacyjnego, którym naszpikowane są do granic możliwości filmy tego gatunku za Oceanem. Mamy za to mniej popularną City Island i bardzo dużo znakomitych dialogów, po których na sali wybuchają salwy śmiechu.
Zanim przejdziemy do akcji, zacznijmy od miejsca. City Island to rybacka osada, w której miejscowych dzieli się na małże i polipy. Małże to napływowi, a polipy to ludzie od lat i pokoleń związani z tym miejscem. Polipem (bez wątpienia) jest Vince Rizzo – głowa rodziny, strażnik w miejscowym więzieniu, a z pasji... aktor. Choć ta ostatnia aktywność, podobnie jak szkoła aktorska, do której sumiennie uczęszcza, to pilnie strzeżona tajemnica. Zamiast powiedzieć prawdę, że kocha Marlona Brando i marzy o miejscu w Alei Gwiazd, woli kłamać swojej żonie Joyce, że wychodzi wieczorami na partyjkę pokera. Joyce oszukuje Vince’a, że wierzy w jego karciane eskapady, tymczasem podejrzewa go o płomienny romans. Oboje oszukują siebie, że rzucili palenie, tymczasem kopcą cichaczem na potęgę. Wystarczy? Nie, nie! Są też dzieci! Córka wyrzucona ze szkoły w tajemnicy pracuje jako striptizerka, a syn hołduje swoim fetyszom, podglądając sąsiadkę. Sekrety i kłamstwa (słuszne skojarzenie z klimatem, który niegdyś serwował nam Mike Leigh!) nieźle im wychodzą, ale do czasu, gdy w domu pojawia się tajemniczy Tony i rozsadza tę misternie utkaną pajęczynę pozorów od środka. Tony jest obcy, czyli jest małżem. Tony jest inny, ostatnie miesiące spędził w więzieniu. Od samego początku wiemy, że Tony nieźle namiesza w głowach tej dysfunkcyjnej i toksycznej rodziny. I nie pomylimy się...

Ciąg dalszy recenzji we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE: http://www.muslimagazine.pl/

środa, 28 września 2011

Kulturalna burza mózgów




Bydgoski Kongres Kultury
28–30 września / Bydgoszcz

Jesień sprzyja rozmowom i owocnym burzom mózgów. Nie jest więc chyba przypadkiem, że dzisiaj rusza Bydgoski Kongres Kultury. Czy rozmowy będą owocne? Wszystko zależy od uczestników i ich chęci do dyskusji. Jeśli połkną kreatywnego bakcyla, to kongres może stać się momentem zwrotnym dla środowisk twórczych i przyczynkiem do stworzenia bydgoskiego Kulturalnego Masterplanu – jak przewidują organizatorzy imprezy.
Do rozmowy zaproszeni zostali przedstawiciele środowisk kulturalnych i akademickich, ale do żywej dyskusji potrzebny jest też głos wszystkich mieszkańców, którym bliska jest kultura i rozwój miasta. Koncepcja zakłada odejście od elitarnego pojmowania kultury i skierowanie jej w stronę każdego. Włącz się do dyskusji!

wtorek, 27 września 2011

Nadchodzi wyż



Szymon Gumienik poleca odkrywanie nowych horyzontów muzycznych. Dzisiaj HjaltalÍn!

Z północy nadciąga wyż – kolejny mocny produkt eksportowy muzycznej strony Islandii. Ta odosobniona wyspa na Oceanie Atlantyckim ma to już w swojej naturze, że co jakiś czas wydaje i wypuszcza na świat bardzo zdolnych artystów. Do najświętszej trójcy Islandczyków (Björk, Sigur Rós, Múm) dołączyła ostatnio ośmioosobowa grupa HjaltalÍn, która doceniana była oczywiście już wcześniej wśród swoich, ale dopiero w ostatnim roku udało jej się wypłynąć na szersze (światowe) wody popularności. A wszystko za sprawą jej drugiego krążka Terminal, który w roku 2010 zgarnął główne trofeum Icelandic Music Awards. Dwa lata wcześniej członkowie HjaltalÍn płytą Sleepdrunk Seasons wywalczyli sobie jedynie zwycięstwa w kategoriach Największa nadzieja i Najlepszy twórca piosenek. Równie dobrze mogli już wtedy sięgnąć po najwyższą nagrodę, bo to, co stworzyli, jest nad wyraz dobre jak na debiut, ale może zabrakło im wówczas tej intensywności i emocji wyrazu, które aż kipią z Terminal...

Ciąg dalszy: http://www.muslimagazine.pl/

Terminal
HjaltalÍn
EMI Music Poland
2011

poniedziałek, 26 września 2011

Premiera!




Rabastabarbar
Pink Crow
26 września 2011
39,99 zł

Rabastabarbar to jedna z najbardziej obiecujących formacji na polskiej scenie alternatywnej. Muzycy z Wrocławia grają razem od 2004 roku, a ich pierwszą miłością było reggae. Z czasem jednak zaczęli eksperymentować z brzmieniem, idąc w kierunku funky czy rocka, a nawet poezji śpiewanej. Ich debiutancka płyta zawiera utwory, które powstawały od początku istnienia grupy, tak więc wiele z nich jest dobrze znanych, jak chociażby singiel Fioletowe słońce. W 2008 roku za pośrednictwem portalu megatotal.pl wydali singla Spacer niesamotny - był to drugi przypadek w Polsce wydania płyty finansowanej wyłącznie przez fanów zespołu.

niedziela, 25 września 2011

Rosja ścigana po raz wtóry





Dzisiaj polecamy Wam niedzielę z książką, koniecznie na świeżym powietrzu! Tym razem lektura z polecenia Ewy Stanek.


Wagon Rosja
Natalia Kluczariowa
Wydawnictwo Czarne
2010

Po Wagon Rosja Natalii Kluczariowej sięgnęłam jak po jedną z wielu książek eksplorujących okrutną i bezwzględną „rosyjskość”. Jednak pierwsza strona i uśmiech, jaki wywołała na mojej twarzy (który utrzymał się na niej niemal do samego końca lektury), bardzo szybko przekonały mnie, że mam do czynienia z kimś/czymś wyjątkowym i przejmującym.
Gromka bezpretensjonalność, naznaczona rubasznością szczerość – każdorazowo urzeka. Historie opowiadane lekko i ze spokojem, niby mimochodem, jakby niechcąco zawierają w sobie porażającą bezpośredniość. Jako czytelniczka uzależniona od wzruszeń tej miary z dużym zniecierpliwieniem wypatruję zatem kolejnych książek Kluczariowej. Trafność obserwacji, sugerująca w pierwszej chwili niebywały dla tak młodej osoby cynizm, czy wręcz bezczelność, wynika tak naprawdę z prostoty oraz oczywistości pewnych odczytań. Jest w tej dziewczynie więcej pogody i zachwytu nad życiem niż w kilku równie głodnych świata młodych rosyjskich pisarzach razem wziętych. Znakomici Zachar Prilepin czy Paweł Sanajew w podobnym zestawieniu wydają się jedynie cynicznymi okrutnikami. Przyznaję, że do takiej Rosji - przedstawianej dotychczas w literaturze, a obserwowanej przeze mnie przez wiele ostatnich lat - byłam już przyzwyczajona. Jeśli mrok – to najczarniejszy. Jeśli cierpienie – to druzgoczące, sprawiające, że człowiek już tylko „wyżywa”, a nie żyje naprawdę. Kluczariowa natomiast sprawia, że myślimy: „mimo że życie w jej książce jest jakie jest, a czasy takie, jacy ludzie, to bywa, że więcej w nim wolności i odwagi niż gdzie indziej”. Młoda, zaledwie trzydziestoletnia Natalia Kluczariowa wnosi zatem do literatury rosyjskiej świeżość i lekkość, których - jak dotąd - nie spodziewaliśmy się raczej pod tą szerokością geograficzną. Już chociażby dlatego warto przyjrzeć się nieco bliżej tej prozie.

Ciąg dalszy we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE - http://www.muslimagazine.pl/

sobota, 24 września 2011

Uwaga felieton!



O biednych trzydziestoletnich pisze dla Was Ania Rokita.

Jeszcze tydzień, jeszcze dzień… jest! I znów jeszcze miesiąc... Niekończące się odliczanie, nim na koncie pojawi się kwota, która dla wielu jest tylko jałmużną. Okupiona długą listą wyrzeczeń, utyskiwań, nocy nieprzesypianiem, pretensjami do samego siebie i boksowaniem się z różnej maści idiotami. Czy tworzymy pokolenie biedaków? Dlaczego wegetujemy, zamiast żyć? Ścieramy się w bezsensownej walce o nic, a życie upływa gdzieś obok. Czy właśnie tak wyobrażaliśmy sobie dorosłość?

Ciąg dalsze we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE - http://www.muslimagazine.pl/

piątek, 23 września 2011

Premiera!




Bogumił Kobiela. Sztuka aktorska
Magdalena Przyborowska
słowo/obraz terytoria
23 września 2011
55 zł

Magdalena Przyborowska postanowiła przypomnieć nam jedną z kultowych postaci polskiego kina lat minionych - Bogumiła Kobielę. Jan Piszczyk z Zezowatego szczęścia Munka i inne niezapomniane albo trochę już zapomniane role dość jednoznacznie każą nam łączyć nazwisko Kobieli z komizmem. Autorka książki stara się ukazać drugą, podskórną warstwę osobowości artysty. Komizm podszyty tragizmem, komizm współistniejący z powagą, wielkością i kunsztem aktorskim z najwyższej półki. Niepowtarzalna postać zabrana kinu i scenie przez przedwczesną śmierć w roku 1969. Lekturę książki warto wspomóc odpowiednim repetytorium filmowym.

Premiera!




Ewa
reż. Adam Sikora, Ingmar Villqist
obsada: Barbara Lubos-Święs, Andrzej Mastalerz, Anna Guzik, Aleksandra Popławska
23 września 2011
108 min.

Trudne i bolesne historie ubrać w piękne poetyckie obrazy to w polskim kinie sztuka. Znakomicie oddać śląski klimat od dawna nie udało się chyba nikomu. Dorównać mistrzowi Kutzowi to ogromne wyzwanie. Czy udało się to Adamowi Sikorze i Ingmarowi Villqistowi? Okaże się wkrótce. Film został już jednak doceniony na wielu festiwalach, m.in. nagrodami za debiut i dla aktorki Barbary Lubos-Święs na The 7th Annual New York Polish Film Festival w Nowym Jorku oraz nagrodą za debiut dla Adama Sikory i Ingmara Villqista na 10. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty w ramach Konkursu Nowe Filmy Polskie. Mamy w Polsce deficyt dobrego kina psychologicznego, może Ewa to zmieni?

Uwaga patronat!



O projekcie Zwykłe Życie pisaliśmy na łamach „Musli Magazine” już w grudniu zeszłego roku. Jego twórczyniami są nasze koleżanki (stąd!) — Agata Napiórska i Marta Mach. Przypomnijmy, że inicjatywa powstała z wrażliwości na rzeczywistość, a ich blog ma niezwykłą wartość z perspektywy dokumentalnej. Założenie jest proste — bohaterami są zwykli ludzie, i właśnie w tym tkwi niezwykłość projektu, który przywodzi na myśl znakomitą szkołę polskiego dokumentu filmowego, ze Szkołą Karabasza na czele. Blog ma stałe grono entuzjastów, które nieustannie rozrasta się i puchnie. Jednym z ulubionych działów Zwykłego Życia jest Gumowe Ucho. To zasłyszane w przestrzeni miejskiej rozmowy przeniesione na papier przez kilkunastu młodych i utalentowanych rysowników. Kto znalazł się w tym znakomitym gronie? Naturalnie nie zabrakło ekipy z naszego województwa, czyli Mileny Milak i Tomka Milewskiego!
Wspierają ich: Resko, Ada Buchholc, Karolina Kotowska, Natalia Stachura, Aga Jagustyn, Emilia Bartkowska, Isabela Polarny, Ola Niepsuj, Aga Szczepaniak, Maks Andała, Tomek Minkiewicz, Łukasz Hajduk, Tomek Libiszowski, Talkseek i Pencil Wolf.
Dzisiaj w kawiarni Solec na warszawskim Powiślu pod patronatem medialnym „Musli Magazine” odbędzie się wernisaż wystawy prac cyklu Gumowe Ucho oraz... potańcówka! O wrażenia muzyczne zadba kolektyw The LoveLab.

Złote włosy Małgorzaty




Złote włosy Małgorzaty / Krystyna Piotrowska
23 września–20 listopada / CSW „Znaki Czasu”

Krystyna Piotrowska w roku 1972 ukończyła Wydział Architektury Wnętrz krakowskiej ASP, w latach 1972-1975 studiowała na Wydziale Grafiki PWSSP w Poznaniu, natomiast w latach 1985-1990 w Grafik Skolan Forum Malmö. Swoje prace prezentowała w Polsce, Szwecji, a także w Paryżu i Hamburgu. Wystawa Krystyny Piotrowskiej w toruńskim CSW będzie jej pierwszą tak dużą ekspozycją, ukazującą dialog pomiędzy pracami aktualnymi a tymi z okresu wcześniejszego. Piotrowska, uprzednio pracująca przede wszystkim w technikach graficznych, od kilku lat zajmuje się instalacją i filmem video. Artystka wraz z Krystianą Robb-Narbutt w 2005 roku zapoczątkowała działalność projektu „Ulica Próżna”, w ramach którego co roku w opustoszałych i zrujnowanych wnętrzach w samym centrum miasta odbywają się wystawy nawiązujące do żydowskiej przeszłości tego miejsca. Krystyna Piotrowska nie tylko pokazuje tam swoje prace, lecz także pełni funkcję kuratora. Działania te ściśle związane są z biografią artystki oraz jej pytaniami o indywidualną tożsamość, krystalizującą się gdzieś na pełnym napięć pograniczu żydowskości i polskości. Realizacje Piotrowskiej stawiają pytania o własne oblicze, zarysowujące się na tle historii z koszmarem Holocaustu oraz z uwzględnieniem aktualnych realiów.
Głównym środkiem wyrazu w najnowszej instalacji Krystyny Piotrowskiej – jak wskazuje już sam tytuł – są włosy. Zaplecione w długi warkocz układają się na podłodze galerii w koncentryczną strukturę przypominającą mandalę. Niepokojącej instalacji towarzyszą filmy video, ukazujące modelki, którym zaplatany jest warkocz, a także projekcja prezentująca te same kobiety ów warkocz rozplatające. Tytuł najnowszej pracy Piotrowskiej – jak również całej wystawy w toruńskim CSW – odnosi się natomiast do wiersza Paula Celana Fuga śmierci, w którym jasnowłosa Małgorzata jest ucieleśnieniem życia, zaś ciemnowłosa Sulamitka – śmierci i Holocaustu; włosy tej pierwszej mienią się złotem, tej drugiej są spopielałe.
Arkadiusz Stern

czwartek, 22 września 2011

Holidej po polsku




W ostatni dzień lata z Magdą Wichrowską wspominamy wakacje!

Urlopy mają jedną zasadniczą wadę – za szybko mijają. Mówi się, że minimalna długość ucieczki od rzeczywistości, jaką powinniśmy sobie zaaplikować, to trzy tygodnie. Przez pierwszy tydzień nasz organizm doznaje szoku. Budzimy się o 8.00 w popłochu, że zapomnieliśmy nastawić budzik na poranne wibracje. Nie możemy znaleźć sobie miejsca, podłączamy się do sieci i namierzamy współpracowników. Tym razem nie face to face, ale face to monitor dociekamy, jak się sprawy mają. Czujemy nieuzasadniony, ale palący niepokój, że COŚ wymyka się spod naszej kontroli, że koleżanki zawiązały spisek przeciw nam – leniuchom urlopowym, że firma się wali i przeżywamy mały kryzys, który zajadamy zwietrzałymi ciastkami. A przecież podczas urlopu mieliśmy w końcu zrobić porządne zakupy, zadbać o zdrowie i relaks… Drugi tydzień jest zdecydowanie najlepszy. Zaaklimatyzowani w nowej rzeczywistości przybieramy maskę urlopowicza. Po co nam trzeci tydzień? Ten jest najtrudniejszy. Przypomina zmasowany atak niedzielnych wieczorów, podczas których rozpaczliwie staramy się przestawić na powrót do codzienności...

Ciąg dalszy felietonu we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE: http://www.muslimagazine.pl/

środa, 21 września 2011

Zawód: opowiadacz




Dzisiaj polecamy Wam recenzję Szymona Gumienika. Przeczytajcie koniecznie!

Zawód: fotograf
Chris Niedenthal
Wydawnictwo Marginesy
2011

Chyba każdy kojarzy fotografię przedstawiającą czołg stojący przed warszawskim kinem „Moskwa”, w repertuarze którego jest właśnie Czas apokalipsy. To już ikona i sztandarowy obraz stanu wojennego, a także doskonałe potwierdzenie tezy, że często jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiące słów. Chris Niedenthal warsztat fotografa doprowadził już do perfekcji, teraz postanowił pokazać się z całkiem innej, „słownej” strony. Całkiem przewrotnie – można powiedzieć – czytając puentę książki, w której autor przytacza anegdotę z kolejnego już spotkania z Lechem Wałęsą. Było to podczas olimpiady zimowej w Salt Lake City w 2002 roku. Prezydent miał wówczas powiedzieć mniej więcej coś takiego: „Słuchaj, Chris, ty się jakoś w ogóle nie rozwijasz. Ja byłem elektrykiem, potem związkowcem, noblistą i na koniec zostałem prezydentem Polski. A ty cały czas nic tylko fotografujesz i fotografujesz”. Jak widać – nie tylko...

Ciąg dalszy: http://www.muslimagazine.pl/

wtorek, 20 września 2011

The Ploy – internet jest potęgą!





Dziś Grzegorz Wincenty-Cichy otwiera przed nami nowe horyzonty muzyczne...

Czasy takie nam nastały, że w branży muzycznej internet jest prawdziwą potęgą. I nie mam na myśli miejsc rozlicznych stworzonych tylko i wyłącznie do kradzieży płyt w formie plików mp3 ani też – broń Boże – Oli, Kasi i innych śpiewaczek „znalezionych” przez Tymbark w internecie, ale o fakt, że tworząc muzykę, można z drobną pomocą jednego czy drugiego serwisu społecznościowego podzielić się swoją płodnością z innymi i nim się człowiek obejrzy zacząć być rozpoznawany na ulicach.
Dwa lata temu przyjaciel od niechcenia rzucił mi kopertę z płytą w środku i powiedział: „Mój brachol z kolegami nagrali sobie gdzieś tam w garażu demo swojej kapeli. Nawet fajne, posłuchaj, powiedz, co myślisz”. Trochę czasu minęło, zanim włożyłem toto do odtwarzacza, głównie z powodu słów-kluczy: „demo”, „garaż”. Jednak po uruchomieniu nośnika wałkowałem płytę kilka tygodni bez przerwy. Kompilacja składająca się z czterech utworów rozbrzmiewała gitarami, pianinem, trąbką i jakąś taką elektroniczną świeżością. Do tego wokal. Rzecz jasna teksty śpiewane były w języku angielskim, ale nie było tam tak często spotykanego na nagraniach demo polskiego akcentu, który tak irytuje. Nie ukrywajmy, wiele osób po angielsku śpiewać nie umie – tu tego nie było. Do tego to wszystko razem brzmiało genialnie. Było niesamowicie nagrane, z klimatem, bez garażowego rzężenia… Obejrzałem kopertę od płyty raz jeszcze. Nic. Ani spisu utworów, ani napisiku. Wyciągnąłem płytę. Marker do płyt charakterystycznymi bazgrołami przyjaciela głosił „THE PLOY – DEMO”.

Ciąg dalszy: http://www.muslimagazine.pl/

poniedziałek, 19 września 2011

Poniedziałek z felietonem



Tym razem „W męskiej sprawie” Iwona Stachowska!

„This is a man’s world” – śpiewał James Brown, i faktycznie, jeżeli chodzi o relacje łączące ojców i synów, to przyznaję, iż jest to dla mnie zupełnie obce terytorium. Z autopsji wiem jedynie, co znaczy być córeczką tatusia, a to – jak się okazuje – bagaż całkiem odmiennych doświadczeń. Dlatego z braku osobistych skojarzeń sięgnęłam do źródeł i przeprowadziłam kilka ciekawych rozmów z zaprzyjaźnionymi Panami – synami swoich ojców, a w niektórych przypadkach zarazem ojcami swoich synów. Bilans końcowy tych badań terenowych odsłonił interesujące prawidłowości, ale pewna wypowiedź szczególnie zapadła mi w pamięć. Jeden z rozmówców stwierdził bowiem, że w relacje ojciec–syn nieodłącznie wpisana jest rywalizacja. Niby nic nowego. Któż z nas nie słyszał o kompleksie Edypa i przywódczych zapędach płci męskiej. A jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tej generalizacji, jednostronności i aż nazbyt narzucającej się oczywistości jest coś podejrzanego.
W głowie natychmiast zaroiło się od pytań. Czy rzeczywiście ojciec zawsze rywalizuje z synem, a syn z ojcem? Czy w tym dość specyficznym męskim układzie chodzi wyłącznie o władzę, kontrolę, dominację? Wreszcie, czy w aktualnych realiach, kiedy nie każdy mężczyzna musi sprawdzić się w szyku bojowym (wszak przynajmniej w wojsku mamy już siły rezerwowe), rywalizacja da się jeszcze utrzymać? Czy model walecznego samca alfa jest jeszcze w cenie?

Ciąg dalszy: http://www.muslimagazine.pl/

niedziela, 18 września 2011

Ostatni dzwonek!




Lucjan Mianowski 1933–2009
26 sierpnia–18 września / Wozownia

To już ostatni dzień z wystawą wybitnego artysty Lucjana Mianowskiego (1933–2009) – grafika i malarza, którego twórczość na trwałe wpisała się w dzieje polskiej sztuki współczesnej. Artysta jako pierwszy wprowadził cytat fotograficzny do grafiki, jemu także w głównej mierze przypisuje się przeszczepienie na grunt polski takich kierunków sztuki zachodniej jak pop-art i op-art. Prace Mianowskiego (tworzy cyklami tematycznymi) wyróżniają się intelektualną świeżością, wrażliwością spojrzenia i autorskiego komentarza, a przy tym wizualną atrakcyjnością dzieła, mistrzostwem w łączeniu różnych sposobów widzenia i wyrazu. Lucjan Mianowski był absolwentem krakowskiej ASP, stypendystą paryskiej Ecole Nationale Supérieure des Beaux-Arts i profesorem Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Wielokrotnie wyróżniany był najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Zdobywał także główne nagrody podczas wystaw indywidualnych i zbiorowych w całej Europie. Jego prace trafiły do muzeów sztuki nowoczesnej od Sao Paulo po Tokio. Tę wystawę trzeba zobaczyć! Biegnijcie do Wozowni!
Arkadiusz Stern

sobota, 17 września 2011

Uwaga wernisaż!






Wally Pfister. Fotografia
Disconnected Images / Rozłączone obrazy
wernisaż 17 września, godz. 16.00
BWA

Wrzesień w Galerii Miejskiej bwa będzie obfitował w wiele wydarzeń artystycznych, w których warto wziąć udział. „Wally Pfister. Fotografia” oraz „Disconnected Images / Rozłączone obrazy”, poprzez które studenci i absolwenci fotografii w PWSFTviT w krytyczny sposób ukazują m.in., czym jest dziś obraz fotograficznym, jakim podlega przewartościowaniom i jak w związku z tym bawią się konwencjami młodzi twórcy. Nie przegapcie! 


Premiera!





Teatr „Baj Pomorski” mocnym akcentem rozpoczyna nowy sezon — już dzisiaj na scenę wkroczy Szekspirowski Makbet w interpretacji Zbigniewa Lisowskiego. Odczytanie tragedii poprzez Jungowskie teorie pozwoli widzom spojrzeć i wejść głębiej w kręgi ludzkiej świadomości, podświadomości i nieświadomości. Przewodnikiem w tej swoistej wędrówce będzie Trickman, dodatkowo organizujący teatralną rzeczywistość i cały czas przypominający widzom o jej istnieniu. O scenografię przedstawienia zadbał Pavel Hubička, który w swojej pracy skorzystał z wcześniejszych dokonań Hieronima Boscha i Salvadora Dalego. Muzykę zaś napisał Piotr Nazaruk, ubarwiający swoje mocne kompozycje piosenkami Ty człowiek jesteś zespołu Lao Che oraz Nie żyję ponad stan Kazika Staszewskiego. Tym motywem notabene rozpoczyna się cały spektakl, kiedy aktorzy pytają widzów: „Co poczniecie, jeśli okaże się, że Boga nie ma?”. Najpierw zajrzyjmy do toruńskiej szafy, odpowiedzi poszukamy później.
Sy

piątek, 16 września 2011

Uwaga wernisaż!




Projekt Debiuty / Feminine / Ania Lucid
Laboratorium Sztuki 2011. Wielkie mi rzeczy! / Michał Moravcik
Stan zagrożenia / Teresa Jakubowska
16 września–9 października / Wozownia

Od dzisiaj Galeria Sztuki Wozownia udostępni zwiedzającym trzy nowe wystawy. Na szczególną uwagę zasługuje prezentacja prac Teresy Jakubowskiej – jednej z najwybitniejszych graficzek polskich. Artystka w 1953 roku ukończyła Wydział Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, w latach 1958-1969 związana była z Grupą Toruńską, jest także członkinią Międzynarodowego Stowarzyszenia Drzeworytników XYLON. Wystawiała w kraju i za granicą, m.in. w 1963 roku wraz z Józefem Gielniakiem reprezentowała Polskę na paryskim Biennale Sztuki Młodych. Teresa Jakubowska uprawia grafikę artystyczną i rysunek satyryczny – tematem jej linorytów i drzeworytów najczęściej jest człowiek, sprawy ponadczasowe, zakodowane w znaku graficznym, który pozostawia odbiorcy możliwość subiektywnego odczytu. Wystawa w Wozowni obejmuje grafikę, wydruki i matryce, a tematyka tych prac w mniejszym lub większym stopniu wiąże się z zagadnieniem wielorako rozumianego zagrożenia.
Obok grafik Jakubowskiej w Wozowni zobaczymy także wystawę fotografii Ani Lucid – „Feminine”, pokazywaną w ramach projektu „Debiuty”, w którym prezentowani są młodzi polscy artyści wkraczający dopiero na rynek sztuki. Pochodząca z Gdańska Ania Lucid jest absolwentką Wydziału Sztuk Pięknych i Szkoły Filmowej w Łodzi oraz zwyciężczynią konkursu Viva Foto Awards w kategorii Portret. W swych pracach artystka zakłada odmitologizowanie intymnych portretów kobiecych, a jej fotografie nie są portretami konkretnych kobiet. Raczej jest to próba zaprezentowania kobiecości codziennej, powszedniej i intymnej, stojącej w opozycji do archetypu współczesnej bogini propagowanej przez media, reklamę i fotografie mody. Fotografując kobiety w codziennych sytuacjach i wybierając kadry niemożliwe do zarejestrowania przez ludzkie oko, artystka skupia się głównie na powtarzalnych kontekstach – wykonywanych codziennie, zamrożonych w ruchu. Tę wystawę polecamy nie tylko miłośnikom pięknych kobiet, ale lubiącym także eksperymentowanie w fotografii i poddawanie jej szerokiej obróbce dla dezintegracji obrazu.
Prezentacji pięknych zdjęć Ani Lucid towarzyszyć będzie także wystawa Michała Moravcika, będąca trzecią w cyklu „Laboratorium sztuki”. Słowacki artysta skoncentrowany jest w tym roku na operacjach związanych ze skalą w sztuce, w szczególności takich, które oparte są na miniaturyzacji. Moravcik w pracy, którą zaprezentuje w Wozowni podejmie problem relacji własnego ciała z zastaną przestrzenią wystawienniczą. Rozmiar ciała stanie się wartością modelową narzucającą sposób przekształcania przestrzeni.
Arkadiusz Stern

Premiera!





W imieniu diabła
reż. Barbara Sass-Zdort
obsada: Katarzyna Zawadzka, Roma Gąsiorowska, Mariusz Bonaszewski
16 września 2011
112 min

„Nie robiłam tego filmu przeciw Kościołowi” – zapewniała dziennikarzy Barbara Sass, artystka mająca w swym dorobku między innymi głośne filmy z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych z mistrzowskimi kreacjami aktorskimi Doroty Stalińskiej. Parę lat temu cała Polska spoglądała z zadziwieniem w stronę Kazimierza Dolnego, który z małego raju na ojczystej ziemi zaczynał przekształcać się w przedsionek piekła; zabarykadowane siostry betanki stały się niewolnicami charyzmatycznej matki przełożonej i wspierającego ją franciszkanina. Kto pamięta, temu nie trzeba tłumaczyć reszty. W filmie owa reszta jest fabułą reżyserki, próbującą zmierzyć się z problemem manipulacji w zamkniętych grupach religijnych.

Premiera!




Skóra, w której żyję
reż. Pedro Almodóvar
obsada: Antonio Banderas, Elena Anaya, Marisa Paredes, Jan Cornet
16 września 2011
120 min

Entuzjastów kina Pedro Almodóvara z pewnością ucieszy fakt, że już dzisiaj do kin wchodzi jego najnowsza produkcja – Skóra, w której żyję. To jednak nie koniec dobrych wiadomości! Reżyser bowiem po wielu latach powrócił do swojego ulubionego aktora Antonio Banderasa. Co wyszło z tego niezwykłego duetu? Dowiemy się już dzisiaj. Przypomnijmy tylko, że poprzeczkę postawili sobie bardzo wysoko znakomitym Matadorem, wciągającym Prawem pożądania i zabawnym Labiryntem namiętności. Tym razem reżyser po raz pierwszy zdecydował się na ekranizację powieści. Wybór padł na Tarantulę Thierry’ego Jonqueta. Odpowiedź na pytanie: „Kim jest kobieta ukrywana przez szalonego chirurga?” – w kinie!

czwartek, 15 września 2011

Nie zakładamy, że ma być wesoło czy smutno





Dzisiaj zachęcamy Was do spotkania z Paulą i Karolem. O tym, że Polska nie jest smutnym krajem i o ładnym ogarnianiu emocji rozmawia z nimi Magda Wichrowska

>>Jak wpadliście na siebie i jak to się stało, że muzyczna rodzina się Wam powiększyła. To z miłości do muzyki?

To wspaniałe móc grać swoje piosenki z innymi muzykami. Tak wyszło, że poznaliśmy naprawdę piekielnie zdolnych ludzi, którzy chcieli z nami grać, więc zupełnie bez sensu byłoby nie skorzystać z ich talentu. Tak było w przypadku Igora, Zosi, Staszka, Krzysia czy ostatnio Christofa i Szymona.

>>A co robiliście zanim na siebie trafiliście?

Karol: Ja trenowałem piłkę nożną w podstawówce z dziećmi i studiowałem Stosowane Nauki Społeczne na UW.
Paula: A ja pisałam swój doktorat – to akurat się do dziś nie zmieniło – i mieszkałam w Kanadzie.

>>Stylistyka amerykańskiego folku zawsze była Wam bliska?

Karol: Tak. Ja lubię bardziej stare rzeczy, jak na przykład Pete Seger czy Bob Dylan.
Paula: A ja nowsze, takie jak Fleet Foxes czy Noah and the Whale.

>>Jesteście kolejnym zespołem, który przewietrzył trochę polski przemysł muzyczny. Ja miałam już dosyć tej patetycznej duchoty. Wasza muzyka jest prosta i radosna. Macie na nią jakiś patent?

Mamy! To pisanie dobrych tekstów i melodii. Komponowanie utworów to dla nas najważniejszy moment w całej przygodzie muzycznej. Potem tylko dzielimy się tym, co powstało z innymi muzykami i staramy się uchwycić to, co według nas w danej piosence jest najważniejsze...

Ciąg dalszy wywiadu: http://www.muslimagazine.pl/

środa, 14 września 2011

Szwoleżerowie / Artur Pałyga



Czytaliście już recenzję Pawła Schreibera? Polecamy!

Żużel to polski sport. Polski jak szarża kawaleryjska. Polski jak wzniosłe męczeństwo. Polski jak jeżdżenie po pijaku. W Szwoleżerach Artura Pałygi, wyreżyserowanych przez Jana Klatę w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, aktorzy grają w kaskach i kombinezonach. Motory nie tylko pojawiają się na scenie, ale jeden z nich zostaje nawet odpalony, wypełniając teatr ogłuszającym rykiem silnika i gęstym dymem z rury wydechowej. Bydgoska (a może również toruńska – przejazdem) publiczność może przez chwilę pooddychać naszym narodowym sportem.
W klubie pod wodzą poruszającego się na wózku Prezesa jeździ trzech motocyklistów. Miszczu – to największy atut klubu. Na swoją ksywkę dzielnie zapracował. Nowy – to świeży nabytek, który wciąż jeszcze uczy się jazdy, ale ma już swój rozum i umie się dobrze znaleźć w żużlowym światku. Wreszcie Złamany – to weteran żużlowych torów, który po niebezpiecznym wypadku traci pewność siebie i nie umie już szarżować jak kiedyś. Wraz z odwagą odeszły sukcesy, a na ich miejsce pojawiło się zgorzknienie. Są też kobiety – każdy żużlowiec ma swoją żonę albo partnerkę. Ich głównym celem jest wspieranie mężczyzny w jego sukcesach, a główną ambicją – droga suknia albo prestiżowy samochód kupione za jego zarobki. Poza nimi pojawia się jeszcze Sindirella – dziewczyna czyszcząca motory, na którą wszyscy chłopcy patrzą z góry, bo wpycha się na męskie terytorium. Ona kocha motory, żużel i żużlowców na tyle, że ich docinki przyjmuje z uśmiechem. W końcu, jak Kopciuszek, po którym ma przezwisko, spełni swoje najskrytsze marzenia...


wtorek, 13 września 2011

W mieszkaniu NO

Dzisiaj polecamy Waszej uwadze kolumnę naszej nowej felietonistki Karoliny Bednarek.



Jest taka prześwietna komedia Steve’a Gordona z 1981 roku z Dudleyem Moorem i Lizą Minnelli w rolach głównych. Tytułowy Artur to spadkobierca całkiem pokaźnego majątku. Ten w czepku urodzony mężczyzna nie zaznał nigdy trudów pracy. Życie upływa mu na hulankach i swawolach, wydawaniu pieniędzy na whisky i robieniu psikusów kamerdynerowi. Pewnego dnia Artur poznaje kobietę swojego życia – kelnerkę Lindę (Liza Minnelli). Jego rodzinie ta znajomość jest nie na rękę, ponieważ zaplanowali już dla siebie (tak, właśnie) połączenie majątków – pod postacią ślubu z posągową i chłodną Susan Johnson. Nie zagłębiając się zbytnio w fabułę, chodzi o to, że Artur w imię prawdziwiej, niematerialnej miłości sprzeciwia się ojcu. W konsekwencji jego środki zostają zamrożone. Od tej pory musi radzić sobie sam...

Więcej: http://www.muslimagazine.pl/

poniedziałek, 12 września 2011

Premiera książki!





Ludzka miłość
Andreï MakineAkcent
12 września 2011
39,90 zł

Kolejna na naszym rynku książka Makina będąca refleksją nad człowieczeństwem i godnością. Jednym z najistotniejszych punktów wyjścia tej historii są uwspółcześnione, negatywnie nacechowane stosunki pomiędzy krajami afrykańskimi a europejskimi, przedstawione przez pryzmat działalności międzynarodowych organizacji pozarządowych. Poprzez szczery naturalizm i krystalicznie bezpośrednie unaocznienie wszelkich bestialstw, które są stałym punktem każdej rewolucji, autor wielokrotnie nagradzanego Francuskiego testamentu próbuje do nas dotrzeć i otworzyć nam oczy. Mimo że jest to lektura wstrząsająca, niesie ze sobą bardzo jasne i ważne przesłanie: życie zgodne z prawdziwie humanistycznymi ideami jest możliwe.

Premiera muzyczna!



Green Naugahyde
Primus
Mystic Production
12 września 2011
56,99 zł

Kto by pomyślał? 11 lat przerwy studyjnej i w końcu Primus (gość tegorocznego Open’era) wypuszcza całkiem świeży longplay. Pytanie tylko, czy tak długi czas oczekiwania podsycił apetyty fanów na wielką ucztę, czy raczej wyposzczeni przyjmą cokolwiek? Ci pierwsi na pewno się nie rozczarują – nie jest to być może śniadanie mistrzów, ale na miano całkiem smacznego, finezyjnego i dobrze przyprawionego posiłku zasługuje. Krążek Green Naugahyde wyprodukował sam Les Claypool w swoim studio Rancho Relaxo w Kalifornii. Wspierali go Larry LaLonde (gitara) i Jay Lane (perkusja). Na płycie jak za starych dobrych czasów pierwsze skrzypce grają niezastąpiony bas i humor lidera. I to jest duży plus wydawnictwa, bo Les Claypool, wracając do korzeni, pokazał wszystkim, że brzmienia i styl, które zachwyciły wielu na przełomie lat 80. i 90. poprzedniego wieku, dalej mogą być na czasie. I jest to wielce inspirujące. W końcu taki Primus jest tylko jeden na świecie!

niedziela, 11 września 2011

Niedziela w galerii bez wychodzenia z łóżka


Dzisiaj proponujemy Wam wirtualny spacer po galerii Mikołaja Sobczaka. Autor urodził się w Poznaniu 21 listopada 1989 roku. Naukę rysunku i malarstwa rozpoczął w Krakowie pod okiem grafików: prof. Stanisława Wejmana, Anny Sobol-Wejman oraz scenografa Kazimierza Wiśniaka. Następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie obronił licencjat w pracowni plakatu prof. Mieczysława Wasilewskiego (z wynikiem celującym). Jest dwukrotnym laureatem konkursu „GrafEx” w kategorii ilustracja modowa – wyróżnienie w 2010 i drugie miejsce w 2011 roku. W czerwcu prezentował swoje prace w warszawskiej galerii „Schody”.



Więcej prac na stronie Mikołaja - http://www.flickr.com/photos/mikolajsobczak oraz we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE - http://www.muslimagazine.pl/.


środa, 7 września 2011

Spacerologia z obiektywem w tle

We wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE na spacer fotograficzny zabiera nas Zbyszek Filipiak!




W jedną z sobót maja 2010 roku pod pomnikiem Artylerzystów na toruńskim placu Zwycięstwa zgromadziło się kilka osób. Zamiast okolicznościowych wieńców w dłoniach dzierżyli aparaty fotograficzne różnych kolorów, wielkości i marek. Pogoda dopisała. Popołudniowe słońce subtelnie prześwitywało przez chmury, tworząc to, co fotografowie zwykli nazywać „naturalnym softboxem”. Po odczekaniu zwyczajowego kwadransa, w przeciągu którego do ekipy dołączyły jeszcze dwie osoby, zapadła szybka decyzja. Gdzie idziemy? Jakubskie Przedmieście! I w ten sposób rozpoczęła się nasza historia...


Premiera wydawnicza




Wada Ukryta
Thomas Pynchon
Albatros
7 września 2011
35,00 zł

Wada ukryta
to kolejna książka mistrza amerykańskiego postmodernizmu, która została przetłumaczona na język polski. Trochę różni się od wcześniejszych wydawnictw – przede wszystkim kompozycją i objętością – jednak nadal to wielce erudycyjna, wielowymiarowa i nieoczywista literatura, do której trzeba dopasować odpowiedni klucz. Warstwa fabularna nawiązuje przede wszystkim do prozy Raymonda Chandlera – jest Los Angeles, jest noir i jest specyficzny detektyw, ale zamiast alkoholu są narkotyki i amerykańska historia z końca lat 60. ubiegłego wieku. Niestroniący od miękkich i ciężkich używek prywatny detektyw Larry Doc Sportello dostaje od swojej byłej dziewczyny cynk o planowanym porwaniu jej obecnego przyjaciela, potentata budowlanego. Niedługo potem znikają obydwoje. Doc podejmuje śledztwo, które inicjuje odkrycie nieco szerszego kontekstu - tego, co stanowi „wadę ukrytą” cywilizacji i co skazuje ją na upadek. Zapowiada się dobra zabawa.

wtorek, 6 września 2011

W poszukiwaniu kształtów



Na dzisiejszy wieczór polecamy Wam wernisaż wystawy Magdy Węgrzyn „Poza Płaszczyznę Obrazu”. Artystka ukończyła Wydział Sztuk Pięknych UMK ze specjalizacją malarstwo i witraż, jest także stypendystką Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Prezesa Rady Ministrów i Ministra Kultury i Sztuki. Jej prace zachwyciły już entuzjastów sztuki w Palermo i Bolonii, teraz mamy znakomitą okazję obejrzeć je w Toruniu (chociaż nie po raz pierwszy!). Co kryje się w tytule wystawy? - Obrazy są próbą znalezienia kształtów, jakie nie występują w przyrodzie – mówi Magda Węgrzyn – Odbiorcom zapewne gdzieś kojarzą się formy podobne, w przyrodzie zaobserwowane, nie są one jednak niczym, co istnieje realnie. Istnieją jedynie na płaszczyźnie obrazu. A jednocześnie te wymyślone formy chcą stać się częścią świata rzeczywistego, dlatego wyrywają się poza obraz.
Czy potrzeba Wam większej zachęty? Nam nie!




Poza Płaszczyznę Obrazu / wystawa Magdy Węgrzyn
6–27 września / Dwór Artusa

poniedziałek, 5 września 2011

Marcin Jędrysiak

   REBORN

MUSLI MAGAZINE odkrywa zdolnych fotografów. We wrześniu zapraszamy Was na spacer po galerii Marcina Jędrysiaka.
Kim jest Marcin? To fotograf z Krakowa. Absolwent SKF w Krakowie, AF w Warszawie (Fotografia Mody), student ITF w Opavie. Żyje z fotografii i z fotografią. Jego prace są swoistą narracją do historii przez niego reżyserowanych. Lubi w zdjęciach niepokój i w różnych dawkach stara się go implikować w swoich pracach. Jest nałogowym oglądaczem zdjęć i filmów, pochłania je codziennie garściami. Uwielbia budować zdjęcie od ustawienia światła, przez dobranie scenerii, aż do wydobycia z modelki/modela tego, czego chce. Z sesji na sesję dąży do celu odnalezienia swojego Złotego Graala – sesji życia.

Więcej fotografii na stronie autora - www.marcinjedrysiak.com i we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE - www.muslimagazine.pl.


niedziela, 4 września 2011

Pokolenie małych rewolucji

                             FOT. APARATKI.PL / DOROTA WRÓBLEWSKA
                             I MONIKA OSTROWSKA / SONY MUSIC



Z Marią Sadowską, wokalistką i reżyserką o feministycznym westernie, ucieczce od gatunkowych szufladek i marzeniach sennych z bluzami w roli głównej rozmawia Magda Wichrowska

>>Była Pawlikowska-Jasnorzewska, Komeda, ostatnio Kaczmarski. Liftingujesz mistrzów i przyprawiasz ich po swojemu? Nadajesz nowe znaczenia. To chyba wciąga. Nie kusi Cię, żeby jeszcze kogoś odkurzyć i odmalować?

Kusi mnie! Mam wiele pomysłów na odgrzebywanie starych rzeczy, tym bardziej że żyjemy w takich czasach, że kultura się powiela. To czas recyclingu muzycznego.

>>Wszystko już było?

Tak, wszystko już było, ale teraz jest inaczej. Szkoda, żeby ta muzyka uległa zapomnieniu. Jest tyle pięknych polskich kompozycji, zupełnie zapomnianych, które wymagają odkurzenia, odświeżenia i przypomnienia, ale nie ma sensu tego robić w ten sam sposób. Jestem wielkim wrogiem coverów na zasadzie 1:1 i naśladowania oryginalnych wykonań. Myślę, że jakikolwiek sens robienia starych rzeczy, to robienie ich po swojemu. Czerpanie z tradycji i przeszłości, która jest w pewnym sensie w naszym krwiobiegu, i przetwarzanie tego na nowy język. Uważam, że nie ma sensu robić tego w sposób tradycyjny i powielać wersje utworów, które były nagrane kiedyś. Natomiast jest to bardzo ciekawy poligon doświadczalny do zderzenia tego z własną osobowością i z własnymi pomysłami. Ja to bardzo lubię. To są bardzo inspirujące spotkania. Muzyka ma wolność w sobie. Można pójść w tak wiele stron, że jest to dla mnie zawsze niesamowita przygoda. W tych projektach jednak przede wszystkim jest bardzo dużo ze mnie. W Tribute to Komeda jest zdecydowanie więcej mnie niż Komedy. Jego zostało niewiele, zaledwie kilka nut. To są utwory przearanżowane. To samo dotyczy Kaczmarskiego. A jeśli chodzi o poezję, to wiadomo, że muzycznie ma się już całkowitą swobodę.

>>Dużym atutem Twojej muzyki jest to, że nie domykasz się w jednym gatunku, nie określasz. W jednym z wywiadów z Tobą natknęłam się na określenie „broken pop”. Łamiesz to co oczywiste? Nie lubisz ram i łatek?

Nie lubię. Uważam, że muzyka dzieli się na dobrą lub złą. W każdym gatunku, nawet tym najgorszym – disco polo – można znaleźć i dobre i złe kawałki. Nie lubię wkładania do szuflad, a myślę, że ludzie to robią, bo im to upraszcza sprawę, ale to nie jest wcale takie proste. Muzyka mieni się kolorami. Ja nie chcę się ograniczać do bycia tylko artystką jazzową albo tylko klubową. Umarłabym chyba z nudów. Ale uważam też, że nie można popaść w taki wszystkoizm. Pomieszanie gatunków musi być jednak z pewną dozą jakiegoś charakterystycznego rytmu. Musi być jakieś spoiwo. U mnie to zamyka się w granicach popu, jazzu i muzyki elektronicznej. W tym obszarze się poruszam. Nie nagram nigdy płyty heavymetalowej, nie zrobię żadnego totalnego zwrotu w bok. Ale już w ramach tych trzech gatunków można zrobić bardzo wiele, bo w tym się mieści i reggae, które bardzo kocham, i funkowa muzyka, którą uwielbiam, i afro beaty, i broken beaty. Ja to nazywam właśnie broken popem, bo gdzieś tam wywodzę się jednak z tradycji popowej piosenki. Uważam, że sztuką jest napisać dobrą piosenkę tak, żeby miała ona dobry tekst i melodię. Nie jestem typem awangardystki, która odcina się od tej tradycji. U mnie podstawą są właśnie piosenki. Mam popowe serce, choć ten wachlarz muzyczny wybiega daleko poza pop. Dzisiaj on niestety kojarzy nam się z pop rockiem, którego nie cierpię i którego jestem wielkim wrogiem. To jest właśnie przykład muzyki zupełnie nieodkrywczej. Jest zamknięta gatunkowo już od dobrych kilkunastu lat. To jest cały czas to samo brzmienie. Z takim popem się zupełnie nie identyfikuję...

Ciąg dalszy we wrześniowym numerze MUSLI MAGAZINE. Przecztajcie koniecznie! 

piątek, 2 września 2011